Obie nazwy omówione ostatnio są też kłopotliwe w wymowie. Pierwszą wymawia się [bołyng] – wystarczy to wiedzieć i już koniec trudności.
Z drugą o wiele trudniej, bo Europa zna wiele języków, a Airbus jest przedsięwzięciem wielopaństwowym. W związku z tym ma wiele wariantów oficjalnej wymowy*: angielski [erbas], francuski [erbis], niemiecki [erbis], hiszpański [airbus]. Po polsku mówimy z angielska, ale czy nie było by rozsądnie mówić po naszemu, czyli [airbus]?
* Zapisy uproszczone, z pogrubieniem sylab akcentowanych.
Blog o nazwach handlowych i firmowych (czyli o, fachowo mówiąc, chrematonimach). Teksty dotyczą pochodzenia nazw i ich użycia, np. wymowy, ortografii, odmiany, fortunności.
Co 2 dni nowy tekst! Tak powinno być w każdym blogu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymowa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 27 lutego 2011
czwartek, 20 stycznia 2011
Mówi Polak o Škodzie
Nazwisko, które nosił inżynier Emil Škoda (1839–1900), znane jest też w Polsce. U nas pisze się je oczywiście Szkoda, nie jest wprawdzie częste, bo nosi je ok. 1100 osób, ale za to używa się go już od XIV wieku. Jego źródłosłów to wyraz pospolity szkoda, który pochodzi ze staroniemieckiego wyrazu scado o tym samym znaczeniu (dziś ma formę Schade).
Polacy tę czeską nazwę wymawiają [skoda], co puryści językowi uważają za przejaw nieuctwa, bo czeski znak stojący na początku nazwy należy czytać jako [sz]. Czy mają rację? Jeśli poprawność fonetyczną uznamy za rzecz najważniejszą, pewnie tak. Tu jednak chodzi o nazwę firmową i handlową, w przypadku których skojarzenia mają wielką wagę. Pozornie błędna wymowa sprawia, że nazwa oddala się od niepożądanych skojarzeń związanych z wyrazem pospolitym. Oczywiście nazwisko należałoby wymówić [szkoda].
Polacy tę czeską nazwę wymawiają [skoda], co puryści językowi uważają za przejaw nieuctwa, bo czeski znak stojący na początku nazwy należy czytać jako [sz]. Czy mają rację? Jeśli poprawność fonetyczną uznamy za rzecz najważniejszą, pewnie tak. Tu jednak chodzi o nazwę firmową i handlową, w przypadku których skojarzenia mają wielką wagę. Pozornie błędna wymowa sprawia, że nazwa oddala się od niepożądanych skojarzeń związanych z wyrazem pospolitym. Oczywiście nazwisko należałoby wymówić [szkoda].
niedziela, 19 grudnia 2010
[bjułyk], jak to łatwo powiedzieć...
Ty razem o zapowiedzianym przedwczoraj problemie, który męczyć
musi miłośników motoryzacji. Ci bowiem, jak wiadomo, cenią sobie doskonałość,
pewnie też w języku.
Otóż liczne nazwy motoryzacyjne sprawiają kłopoty językowe.
Jest o czym pisać, a w takim razie zacznijmy od wymowy nazw amerykańskich.
Z tym
jest tak, że Buick to [bjułyk], Chevrolet [szewrolej], Oldsmobile
[oldsmobyl]. Z kolei Cadillac to [kadylak] lub [kadilak], Chrysler [krajsler] a
Dodge [dodż]*.
Jeśli
jednak ktoś mówi po polsku, może sobie
pozwolić na więcej. W polskim kontekście śmiało można mówić [błik, szewrolet,
oldsmobil, kadilak], robi się tak zresztą od dawna. Pozostałe nazwy lepiej zostawić w brzmieniu zbliżonym do angielskiego.
Hummer zaś, przynajmniej u nas, wymawiany jest tak jak
hammer, czyli młotek.
Sami rozumiecie, że w tej sytuacji lepiej nie dopisywać
puenty.
=====
* Pogrubiłem sylaby akcentowane. Zapis fonetyczny uproszczony.
PS: Za uwagi dziękuję Panu Arturowi J.
PS: Za uwagi dziękuję Panu Arturowi J.
poniedziałek, 11 października 2010
Royal Canin, jak to trudno powiedzieć
Nazwy firmowe w obcym otoczeniu językowym narażone są na opaczne rozumienie (o czym było w poprzednim poście) i wiele innych utrudnień w użyciu. Jednym z nich są problemy z wymową. Dotyczą one u nas wielu nazw, a szczególnie często francuskich, bo mało kto w Polsce posługuje się językiem Moliera. Przykłady? Proszę bardzo: Auchan, Carrefour, Geant itd. Będzie i o nich mowa, ale dziś o nazwie Royal Canin, marce nadzwyczaj cenionej karmy dla zwierząt.
Polacy zwykle mówią [rojal kanin], a więc z grubsza biorąc wedle zasad fonetyki angielskiej. Nazwa jest jednak francuska, należałoby więc powiedzieć [rłajal kanę], z akcentem na ostatnie sylaby. Problem w tym, że taka wymowa wiąże się z ryzykiem niezrozumienia, a w pewnych okolicznościach może też zostać uznana za pretensjonalną.
Jaka tu jest rada? Najlepiej mówić „z angielska”, a umiejętnością wymowy oryginalnej popisywać się tylko tam, gdzie to zostanie zrozumiane i docenione.
Subskrybuj:
Posty (Atom)